Archiwum dla czerwiec, 2008

One Game

Posted in Niusy on czerwiec 27, 2008 by news

Sprawdźcie fragment ucięty ze Speedballin’ 2 DVD, jeden mecz Wondera. Mixy nadal są w sprzedaży, można dorwac je na allegro – SPEEDBALLIN’2 DVD NA ALLEGRO

Streetball beatbox

Posted in Niusy on czerwiec 18, 2008 by news

Mały beatbox session w wykonaniu Kacpra w drodze powrotnej z jednego z ostatnich turniejów. W tle lecą różne akcje, które nie zostały pokazane w Harlem 77 Online Mixtape.

69 Streetball Opole SDC

Posted in Niusy on czerwiec 17, 2008 by news

Obczajka obczajka, sprawdźcie konkurs wsadów z turnieju 69 Streetball Challenge, który odbył się 18 maja w Opolu. Pepa zmiażdżył tam trochę wszystkich swoją windą, ale w finale nie dał rady zapakować pod nogą, dlatego musiał się zadowolić drugim miejscem. Konkurs zwyciężył Majkel z II ligi AZS przeskakując nad stojącym typem w finale.

Link do sendspace [39mb ; lepsza jakość WMV]

EuDeZet All Stars Gallery

Posted in Niusy on czerwiec 11, 2008 by news

Pisaliśmy, że po ostatnim turnieju w Łodzi (Outline Basketball Battle) wybraliśmy się wraz z kilkoma ziomkami na pewne klimatyczne boisko rodem z wczesnych lat dziewięćdziesiątych. Kliknijcie w “więcej”, by się przekonać, na jak cholernie oldschool’owym boisku byliśmy. Mamy nadzieję, że nikt nie wpadnie na ‘genialny’ pomysł renowacji szkoły, przy której znajduje się te bojo, bo takiego klimatu nie uświadczycie najprawdopodobniej w żadnym innym miejscu w naszym kraju.

PS. Pozdro dla Skocznego Boba i Tita, którzy zaprowadzili nas na to boisko, a także dla playerów z Warszawy – Barta i Majkiego!

Czytaj dalej »

Gliwice i cośtam

Posted in Niusy on czerwiec 8, 2008 by news

Kiedy tydzień pojawiliśmy się na turnieju w Łodzi byliśmy zszokowani wysokim poziomem rozgrywek – kiedy przyjechaliśmy do Gliwic, nic nie zapowiadało tego, że obstawa będzie jeszcze lepsza. Zaledwie 16 ekip zapisanych w kategorii OPEN, ale żadna z nich nie prezentowała słabego poziomu. W turnieju znów wystąpiło wiele ekip z drugiej oraz pierwszej ligi, a – jak sami organizatorzy to ujęli – “z drużyn wystepujących w najstarszej kategorii wiekowej możnaby spokojnie złożyć drużynę na pierwszą ligę koszykarską (Salomonik, Sroka, Morawiec, Zmarlak, Donigiewicz, Sablik, Środa czy Szybowicz)”.

Na dzień dobry trafiliśmy do dość mocnej grupy. Pierwszy mecz zapowiadał się na naprawdę ciężką przeprawę, bo za przeciwników mieliśmy dwóch atletycznych i szybkich zawodników oraz gościa, który mógłby być bratem Grega Odena, gdyby nie fakt, że był biały. Już w pierwszych minutach Szred pokazał klasę, a Bartu i Wonder pomagali mu z uzyskiwaniu pozycji do rzutu. Kacper, który wszedł w połowie meczu po zmianie wniósł jeszcze więcej do gry i pokazał dużo waleczności, m.in. rzucając się po piłkę niczym Dennis Rodman. Szred w tym meczu był niesamowity, rzucił chyba z pięć trójek, z czego dwie były oddane po takich megaaaa crossach, że obrońca zrobił szpagat! Te dwie akcje były tak dobre, że nie dość, że my się jaraliśmy, to nawet z trybun ludzie zaczęli krzyczeć, że łał i w ogóle ;).

Drugi mecz z kolei zapowiadał się na nieco lżejszy. Mimo wszystko, nie zlekceważyliśmy przeciwnika i od pierwszych minut ostro graliśmy w obronie oraz w ataku. Przy stanie 5:4 dla przeciwnika staraliśmy się wyjść na prowadzenie i nawet by to nam wyszło, gdyby nie “zaangażowanie” sędziego. Dwa razy nie odgwizdał umyślnych fauli przy rzucie i nawet nie zarządził osobistych dla Szreda, a w jednej z nich doszło do rzeczy absurdalnej – Szred w ostatnich sekundach meczu oddał rzut za trzy punkty, bo wiedział, że przeciwnicy będą go faulować (był w tak dobrej dyspozycji rzutowej, że nie można było go zostawić na wolnej pozycji i przeciwnicy zdołali to zauważyć) i tak też zrobili. Szred został podwojony, z czego jeden osobnik dał mu klasyczny “plask w rękę”, żeby piła nie wpadła do kosza, a drugi przykleił się do niego w taki sam sposób, w jaki Bruce Bowen stwarza kontuzję swym przeciwnikom. Faul nie został odgwizdany. Szred na pełnym wkur**eniu podszedł do sędziego i zaczął dyskusję, czemu nie gwiżdże takich fauli, na co sędzia zawołał przeciwnika (który faulował) i zadał mu pytanie: “Sfaulowałeś go?”, przeciwnik na to “Tak, ale nie przy rzucie”, na co sędzia do Szreda “Więc nie będzie osobistych”. Co Wy na to?

Później ta ekipa doszła do finału, gdzie przegrała z drużyną, którą z kolei pamiętamy z finałów z Łodzi.

Trzeci mecz zapowiadał się na teoretycznie najprostszy, dlatego dokonaliśmy pewnego eksperymentu, na zasadzie którego Szred na początku usiadł na ławie. Kacper, Bartu i Wonder pokazali kawał zespołowej gry, dobrych zasłon, podań oraz obrony. Wygrywaliśmy już 7:3, kiedy to najgroźniejszy przeciwnik rywali rzucił dwie szalone trójki przy naszym jednym punkcie. Przy stanie 8:8 na boisko wszedł Szred i co innego mógł zrobić, jak nie rzucić trójki? No właśnie, wpadła. Obrońcy drużyny przeciwnej później spanikowali i w jednej z kolejnych akcji Bartu miał okazję przez to trafić sam na sam z koszem, przez co wyszliśmy na prowadzenie 11:8. W ostatnich sekundach meczu trafił jeszcze trójkę, której sędzia już nie zaliczył, bo był zbyt luźny najwidoczniej (ten sam gość, który sędziował poprzedni mecz). W ten sposób wyszliśmy z grupy na drugim miejscu.

W ćwierćfinale natknęliśmy się na drużynę, w której znaleźli się Szybowicz oraz Sawik (finaliści konkursu wsadów, gracze ligowi) oraz nieco starszy zawodnik, który niegdyś grał w Ekstraklasie. Już na samym początku, gdy tylko wyszliśmy na boisko, przeciwnicy spojrzeli na nas z dużym dystansem i zlekceważyli nasze możliwości. Mecz był bardzo zacięty. Było wiele kłótni, spin, a w jednej akcji z niewiadomego powodu jeden z przeciwników brutalnie odepchnął Barta, za co teoretycznie sędzia powinien zarządzić jakąś karę (ale tego nie zrobił). Jeszcze w innej akcji Wonder prawie się zabił skacząc do bloku w obronie. Szred starał się jak mógł w ataku i z pomocą reszty doprowadził do wyniku 9:7 dla nas. Kiedy zaczęliśmy wierzyć, że wygramy z bądź co bądź teoretycznie lepszym składem (daleko nam do poziomu pierwszoligowego), przeciwnicy zaczęli grać coraz ostrzej i oprócz tego starali się nas przestraszyć ‘groźnymi’ tekstami, krzykiem itp. Dwa razy pogubiliśmy obronę, przez co doszło do remisu 9:9. W jednej z ostatnich akcji Szybowicz zdobył pierwsze i jedyne punkty w tym meczu, grając pod koszem z Wonderem. Przez ostatnie 2 minuty spotkania Szred znów zagrał techniką “rzucę i mnie sfaulują” i znów został sfaulowany, ale sędzia nic nie zagwizdał. Kiedy piłka trafiła w ręce przeciwnika, zaczęła się gra na czas… I tyle o tym meczu. Gdybyśmy nie zepsuli końcówki znaleźlibyśmy się w czwórce zespołów tego turnieju i cholernie nas to boli.

Można jednak zauważyć, że z turnieju na turniej gra idzie nam coraz lepiej. Minimalne porażki z ekipami, które zajęły II i IV na tak renomowanym turnieju nie bolą aż tak bardzo jak głupie przegrane w np. Raciborzu miesiąc temu. Teraz będzie już tylko lepiej.

Wielkie pięć dla naszego kołcza, czyli Doroty, nieobecnego Siówy, kontuzjowanego Pepy (przez kontuzję ręki nie mógł pojechać na turniej) oraz dla szalonego Eazy’ego – wyobraźcie sobie gościa, który na rozgrzewce przedmeczowej, gdzie rzuca dwadzieścia osób, a w powietrzu lata pięć piłek, wbiega w sam środek i daje korbę z naskoku. Eaaaaazzzyyyyyy!

Swoją drogą – sprawdźcie klip z konkursu wsadów z Międzyrzecza, gdzie zobaczycie oprócz Biednego i Golasa także Barta od nas:

PS. Szred zagrał dziś we Wronbie zajebisty mecz – zdobył 23 punktów przy skuteczności 4/5 za 2pkt i 5/7 za 3pkt. Dołożył do tego 2 asysty i 10 zbiórek. Grał 27 minut. Ten to jest koń.

Zwycięstwo w Sieradzu!

Posted in Niusy on czerwiec 2, 2008 by news

W sobotę wieczorem po turnieju w Łodzi pojechaliśmy do pięciogwiazdkowego hotelu, gdzie hostessa o wymiarach 77-69-77 (brzydka była, taka klockowata) przyniosła nam pizzę, a jej szef z Tajwanu ryż z frytkami i kurczakami. Było tak super super, że nie dotarliśmy na koncert DJ Premiera. Nie przypominajcie nam o tym, bo później żałowaliśmy, że nas tam nie było – zobaczcie, tu jakiś fragment koncertu jest. Następnego dnia, jak przystało na profesjonalną ekipę, zapakowaliśmy się do “szredobila” (aka “szredomobila”, ale pierwszą nazwę Kacper wymyślił i jest dobra) i wróciliśmy do Opola.

A po drodze wstąpiliśmy na streetball do Sieradza. To była historia…

Na turniej zapisało się dziewięć ekip. Graliśmy każdy z każdym, czyt. osiem meczy “w grupie”. Będąc jeszcze w stanie “wczorajszym”, z zakwasami i poobijanymi ciałami tragicznie rozpoczęliśmy pierwszy mecz z, jak się później okazało, finalistami całego turnieju. Przy stanie 6:0 pierwsze kilka punktów rzucił Wonder, po czym Szred się obudził i tak mu już zostało do końca turnieju ;). Kacper i Bartu godnie walczyli pod koszem i stwarzali dobre okazje do zdobywania punktów dla Szreda. Prawdziwym x-factorem turnieju jednak był nasz Hastla, czyli Siówa, który jako jedyny “świeży” zawodnik w składzie pomagał w wygrywaniu spotkań. Wygraliśmy te osiem meczy, w których posypało się kilka niezłych akcji, które z kolei nie zostały zbyt ciekawie nagrane na kamerze, więc ich nie zobaczycie ;p, aż nadeszła pora na konkurs trójek. Mógł rzucać tylko jeden zawodnik z ekipy, a że Siówa chciał rzucać, bo mówił, że jest na fajerze, to rzucał. Nie wygrał ;). Półfinał oraz finał, mimo, że rozegrany z drużynami, które pokonaliśmy wcześniej, stworzył nam “trochę” problemów. O ile w półfinale wygrana nie przyszła zbyt trudno, to w finale ostra obrona oraz dyspozycja rzutowa przeciwników dała się nam we znaki. Przy stanie 13:13 (graliśmy do 15pkt) piłka była w naszym posiadaniu. Akcję rozpoczął Szred, który zaczął grać tyłem do swego obrońcy, a następnie wykonał pivot/obrót i od razu oddał szaloną trójkę, która… wpadła! Narobiło się hałasu, bo wbiegliśmy na boisko, ale było z czego się cieszyć.

Dostaliśmy między innymi tomik wierszy o Sieradzu za pierwsze miejsce ^^.
Pamiętajcie, grunt to sport i dobra zabawa. Pozdro dla Jabola, Gosi z Sieradza, skateshopu Harlem77 i naszemu sponsorowi Sixty-Nine za to, że dał nam możliwość i fundusze na tak zajebisty wyjazd!

W Łodzi na OBB

Posted in Niusy on czerwiec 2, 2008 by news

W miniony weekend odbyliśmy mały streetball tour, a rozpoczęliśmy go od wizyty na turnieju Outline Basketball Battle w Łodzi. Najlepsze ekipy z całej Polski, gracze pierwszo i drugoligowi, najlepsi streetballerzy z kraju – pod względem poziomu był to najlepszy turniej, na jakim kiedykolwiek się pojawiliśmy. Może o tym świadczyć fakt, że nie daliśmy rady nawet wyjść z grupy… mecze były bardzo wyrównane – pierwszy wygraliśmy dwoma punktami, natomiast dwa następne przegrywaliśmy minimalną różnicą 2 albo 3 punktów. Pech. Gra podobnie jak ostatnio we Wrocławiu niewiele przypominała typową koszykówkę – łapanie wpół przeciwnika, podhaczanie nóg, trzymanie za ręce przeciwnika przy zbiórce, to była norma. Tak się gra w ligach? W konkursie trójek wystartowało kilkunastu bardzo dobrych graczy rzucających za trzy punkty, w tym także Szred, który dostał się do finału, gdzie z wynikiem 6/10 rzutów zajął drugie miejsce (zwycięzca rzucił 7/10). Po turnieju poszliśmy jeszcze na megaklimatyczne boisko z “graffiti” z początku lat ‘90, gdzie jeszcze luźno rozegraliśmy meczyk z zawodnikami z Warszawy i Łodzi. Zdjęcia wrzucimy wkrótce!

A to fota z Fernando Carlo aka Cope2- jednym z najlepszych grafficiarzy Nowego Jorku. Outline Colour Festival to w końcu festiwal poświęcony głównie graffiti, więc na imprezie nie obyło się bez wizyty takich kozaków. Na turnieju pojawił się także Marcin Gortat – aktualnie jedyny Polak, który gra w NBA (Orlando Magic).

Harlem77 pozdrawia Tita, Skocznego Boba, Barta, Majkiego i pizzerię Da Grasso.

I jeszcze to sprawdźcie – konkurs wsadów z OBB