Gliwice i cośtam
Kiedy tydzień pojawiliśmy się na turnieju w Łodzi byliśmy zszokowani wysokim poziomem rozgrywek – kiedy przyjechaliśmy do Gliwic, nic nie zapowiadało tego, że obstawa będzie jeszcze lepsza. Zaledwie 16 ekip zapisanych w kategorii OPEN, ale żadna z nich nie prezentowała słabego poziomu. W turnieju znów wystąpiło wiele ekip z drugiej oraz pierwszej ligi, a – jak sami organizatorzy to ujęli – “z drużyn wystepujących w najstarszej kategorii wiekowej możnaby spokojnie złożyć drużynę na pierwszą ligę koszykarską (Salomonik, Sroka, Morawiec, Zmarlak, Donigiewicz, Sablik, Środa czy Szybowicz)”.
Na dzień dobry trafiliśmy do dość mocnej grupy. Pierwszy mecz zapowiadał się na naprawdę ciężką przeprawę, bo za przeciwników mieliśmy dwóch atletycznych i szybkich zawodników oraz gościa, który mógłby być bratem Grega Odena, gdyby nie fakt, że był biały. Już w pierwszych minutach Szred pokazał klasę, a Bartu i Wonder pomagali mu z uzyskiwaniu pozycji do rzutu. Kacper, który wszedł w połowie meczu po zmianie wniósł jeszcze więcej do gry i pokazał dużo waleczności, m.in. rzucając się po piłkę niczym Dennis Rodman. Szred w tym meczu był niesamowity, rzucił chyba z pięć trójek, z czego dwie były oddane po takich megaaaa crossach, że obrońca zrobił szpagat! Te dwie akcje były tak dobre, że nie dość, że my się jaraliśmy, to nawet z trybun ludzie zaczęli krzyczeć, że łał i w ogóle ;).
Drugi mecz z kolei zapowiadał się na nieco lżejszy. Mimo wszystko, nie zlekceważyliśmy przeciwnika i od pierwszych minut ostro graliśmy w obronie oraz w ataku. Przy stanie 5:4 dla przeciwnika staraliśmy się wyjść na prowadzenie i nawet by to nam wyszło, gdyby nie “zaangażowanie” sędziego. Dwa razy nie odgwizdał umyślnych fauli przy rzucie i nawet nie zarządził osobistych dla Szreda, a w jednej z nich doszło do rzeczy absurdalnej – Szred w ostatnich sekundach meczu oddał rzut za trzy punkty, bo wiedział, że przeciwnicy będą go faulować (był w tak dobrej dyspozycji rzutowej, że nie można było go zostawić na wolnej pozycji i przeciwnicy zdołali to zauważyć) i tak też zrobili. Szred został podwojony, z czego jeden osobnik dał mu klasyczny “plask w rękę”, żeby piła nie wpadła do kosza, a drugi przykleił się do niego w taki sam sposób, w jaki Bruce Bowen stwarza kontuzję swym przeciwnikom. Faul nie został odgwizdany. Szred na pełnym wkur**eniu podszedł do sędziego i zaczął dyskusję, czemu nie gwiżdże takich fauli, na co sędzia zawołał przeciwnika (który faulował) i zadał mu pytanie: “Sfaulowałeś go?”, przeciwnik na to “Tak, ale nie przy rzucie”, na co sędzia do Szreda “Więc nie będzie osobistych”. Co Wy na to?
Później ta ekipa doszła do finału, gdzie przegrała z drużyną, którą z kolei pamiętamy z finałów z Łodzi.
Trzeci mecz zapowiadał się na teoretycznie najprostszy, dlatego dokonaliśmy pewnego eksperymentu, na zasadzie którego Szred na początku usiadł na ławie. Kacper, Bartu i Wonder pokazali kawał zespołowej gry, dobrych zasłon, podań oraz obrony. Wygrywaliśmy już 7:3, kiedy to najgroźniejszy przeciwnik rywali rzucił dwie szalone trójki przy naszym jednym punkcie. Przy stanie 8:8 na boisko wszedł Szred i co innego mógł zrobić, jak nie rzucić trójki? No właśnie, wpadła. Obrońcy drużyny przeciwnej później spanikowali i w jednej z kolejnych akcji Bartu miał okazję przez to trafić sam na sam z koszem, przez co wyszliśmy na prowadzenie 11:8. W ostatnich sekundach meczu trafił jeszcze trójkę, której sędzia już nie zaliczył, bo był zbyt luźny najwidoczniej (ten sam gość, który sędziował poprzedni mecz). W ten sposób wyszliśmy z grupy na drugim miejscu.
W ćwierćfinale natknęliśmy się na drużynę, w której znaleźli się Szybowicz oraz Sawik (finaliści konkursu wsadów, gracze ligowi) oraz nieco starszy zawodnik, który niegdyś grał w Ekstraklasie. Już na samym początku, gdy tylko wyszliśmy na boisko, przeciwnicy spojrzeli na nas z dużym dystansem i zlekceważyli nasze możliwości. Mecz był bardzo zacięty. Było wiele kłótni, spin, a w jednej akcji z niewiadomego powodu jeden z przeciwników brutalnie odepchnął Barta, za co teoretycznie sędzia powinien zarządzić jakąś karę (ale tego nie zrobił). Jeszcze w innej akcji Wonder prawie się zabił skacząc do bloku w obronie. Szred starał się jak mógł w ataku i z pomocą reszty doprowadził do wyniku 9:7 dla nas. Kiedy zaczęliśmy wierzyć, że wygramy z bądź co bądź teoretycznie lepszym składem (daleko nam do poziomu pierwszoligowego), przeciwnicy zaczęli grać coraz ostrzej i oprócz tego starali się nas przestraszyć ‘groźnymi’ tekstami, krzykiem itp. Dwa razy pogubiliśmy obronę, przez co doszło do remisu 9:9. W jednej z ostatnich akcji Szybowicz zdobył pierwsze i jedyne punkty w tym meczu, grając pod koszem z Wonderem. Przez ostatnie 2 minuty spotkania Szred znów zagrał techniką “rzucę i mnie sfaulują” i znów został sfaulowany, ale sędzia nic nie zagwizdał. Kiedy piłka trafiła w ręce przeciwnika, zaczęła się gra na czas… I tyle o tym meczu. Gdybyśmy nie zepsuli końcówki znaleźlibyśmy się w czwórce zespołów tego turnieju i cholernie nas to boli.
Można jednak zauważyć, że z turnieju na turniej gra idzie nam coraz lepiej. Minimalne porażki z ekipami, które zajęły II i IV na tak renomowanym turnieju nie bolą aż tak bardzo jak głupie przegrane w np. Raciborzu miesiąc temu. Teraz będzie już tylko lepiej.
Wielkie pięć dla naszego kołcza, czyli Doroty, nieobecnego Siówy, kontuzjowanego Pepy (przez kontuzję ręki nie mógł pojechać na turniej) oraz dla szalonego Eazy’ego – wyobraźcie sobie gościa, który na rozgrzewce przedmeczowej, gdzie rzuca dwadzieścia osób, a w powietrzu lata pięć piłek, wbiega w sam środek i daje korbę z naskoku. Eaaaaazzzyyyyyy!
Swoją drogą – sprawdźcie klip z konkursu wsadów z Międzyrzecza, gdzie zobaczycie oprócz Biednego i Golasa także Barta od nas:
PS. Szred zagrał dziś we Wronbie zajebisty mecz – zdobył 23 punktów przy skuteczności 4/5 za 2pkt i 5/7 za 3pkt. Dołożył do tego 2 asysty i 10 zbiórek. Grał 27 minut. Ten to jest koń.
czerwiec 9, 2008 @ 9:51 am
SZRED MNIE ROZWALA!!:)
czerwiec 9, 2008 @ 9:03 pm
Nie ma wszystkich paczek z Międzyrzecza…:/
czerwiec 9, 2008 @ 9:14 pm
dokladnie, nie mialem w ogole ujecia trzy szostki Barta, a jego mlyn a’la larry nance jest tylko z mojej kamery
czerwiec 10, 2008 @ 9:25 am
heh ciągle mam zakwasy;] pozdrowienia dla całej ekipy H77! Ps: Kacper ćwicz windmille;)
czerwiec 10, 2008 @ 5:51 pm
hehe spoko ćwicze ćwicze;) jak sie spotkamy nastepnym razem to bedziesz w szoku;) pozdro