Survival na Cyplu
Ostatni weekend spędziliśmy we Wrocławiu. Nooo, tak prawie że, bo w Mietkowie. W sumie, to nawet możnaby powiedzieć, że pod Mietkowem. Odbył się tam jak co roku turniej Plaża Na Cyplu, na który postanowiliśmy zawitać w trójkę: Bartu, Kacper oraz Wonder. Na dzień dobry rozegraliśmy mecz z juniorami ze Świdnicy i znów dała się nam we znaki “niepozorność przeciwnika” – już po chwili dostawaliśmy 6:0. Udało nam się jednak doprowadzić do remisu 7:7 w następnych kilku akcjach i dopiero w dogrywce po wejściu pod kosz Wondera udało nam się zwyciężyć ten trudny mecz. Drugi mecz rozegraliśmy z – jak się później okazało – zwycięzcami turnieju sprzed dwóch lat i finalistami z zeszłego roku w jednym i pod koniec meczu sami nie wiedzieliśmy, jak to się stało, że poddaliśmy się w tym meczu jakby zupełnie bez walki. Trzeci i ostatni mecz w grupie był najważniejszy, bo wygrana w nim decydowała o wyjściu z grupy. Ostra obrona, kilka błędów przeciwników, skupienie i mecz roztrzygnął się wynikiem 4:3 dla nas. We wszystkich meczach ducha walki pokazał Kacper, który nie poddawał się i walczył o piłkę do samego końca. Zagrał on także w pojedynkach 1on1, gdzie po przejściu pierwszej rundy trafił na Fat Alberta, takiego naszego ziomka, którego łatwiej przeskoczyć, niż obejść – no cóż, z nim zbyt większych szans nie miał ze względu na warunki fizyczne. Fat Albert doszedł do finału w pojedynkach 1on1.
Jeszcze tego samego wieczoru rozegraliśmy naprawdę niesaaamowicie smaczną gierkę z zawodnikami ze Świdnicy oraz z ekipą White Niggas – było duuuużo dobrych akcji, crossów, wsadów, alleyoopów, trójek i trików, ale wyszło to tak, że nie filmowaliśmy tej gierki ;).
Następnego dnia rozpoczęły się rozgrywki fazy pucharowej – nam trafiła się ekipa graczy, którzy przyjechali aż z Gdańska. Mieli w swych szeregach podkoszowego, na którego nie było rady grając w naszym niskim składzie – trafiał nam dosłownie wszystko, przypominając stylem gry Hakeem’a Olajuwon’a. Mimo walki, nie mieliśmy zbyt wielkich szans i mecz zakończył się wynikiem 15:9 dla nich.
Co prawda, o samym turnieju moglibyśmy napisać cały elaborat, ale kurde, po co ;). Turniej naprawdę konkretny, zajebisty klimat jednego boiska, na którym rozgrywają się po kolei wszystkie mecze, starzy znajomi, nowi znajomi, wielu graczy z całej Polski – no jak tu się nie cieszyć? Pozdrowienia dla wszystkich, którzy pojawili się na imprezie oraz dla Loca, za jam session ;).
Juliada, Kraków, 19-20 lipca – we be here.