
Trzeciego maja świętowaliśmy konstytucję w Prudniku. Wszyscy cieszyli się z tego, że żyjemy w niepodległym kraju, co dało się zauważyć w trakcie spotkań, przepełnionych braterską miłością, szacunkiem do siebie, kolegów, przeciwników, i wszystkich innych Polaków będących na boisku i w jego okolicach. Artykuł traktuje jednak o samej koszykówce, więc pomińmy te ideologiczne brednie i przejdźmy do rzeczy.
A propos ideologicznych bredni – na tym turnieju przeżywaliśmy nasze ‘one year anniversary’ – niestety w nieco okrojonym składzie (nie było Barta ani Siówy). Dla naszych licznych fanów przygotowaliśmy zestawienie dziesięciu najlepszych momentów Harlemu 77 z roku 2008 (news poniżej).
Na samym początku chcielibyśmy podziękować Gałkiemu za cynk o turnieju jak i za samą obecność – dzięki chłopie!

W turnieju startowało piętnaście drużyn, podzielonych na dwie grupy. Pierwszy mecz rozegraliśmy jako drudzy w kolejce i już zaczęły się schody, a przynajmniej tak nam się wydawało, bo trafiliśmy na wymagających przeciwników. Nie chcieliśmy jednak popełniać tego błędu, co zwykle, czyli 1) porażka, 2) teksty: ‘no, jesteśmy już rozgrzani, więc musimy się spiąć’, więc od dzień dobry Wonder rozpoczął mecz rzutem za trzy znikąd, a później sukcesywnie powiększaliśmy ilość zdobytych punktów niwelując możliwość zdobycia ich przez przeciwników agresywną obroną. Szred zagrał dobry mecz, zdobywając połowę punktów zespołu, Kacper idealnie zagrywał zasłony, a gdy już było 9:4 dla nas na pięć sekund przed końcem Wonder dorzucił jeszcze kolejne dwa punkty (zastanawialiście się kiedyś, jak wielkie znaczenie mają ‘małe punkty’ w podliczaniu punktów drużyn grupowych, gdy dwie z nich, które znajdą się na pierwszym miejscu, będą miały tyle samo wygranych, co przegranych? No właśnie).
Kolejne pięć (albo sześć, już nie wiem) spotkań rozegraliśmy raczej na spokojnie – oprócz ostatniego. Po drodze trafiliśmy na niezbyt groźne, młode składy, choć w jednym meczu zagrał chłopak, który trafił Szredowi trzy trójki :P. W ostatnim meczu mieliśmy do czynienia z kilkoma przeambicjonowanymi gośćmi, a całe spotkanie polegało na ostrych faulach przeciwnika oraz niewiadomoskądjakich faulach naszych – osobiste trafiane zarówno z jednej, jak i drugiej strony doprowadziły do remisu 5:5, kiedy to doszło do spięć obu zespołów przez niesportowe zachowanie przeciwnika – i po rzucie technicznym Wondera doszliśmy do wyniku 6:5. W następnej akcji przeciwnicy mieli jeszcze okazję doprowadzić do dogrywki, ale kolejne niesportowe zachowanie przeciwnika doprowadziło do dyskwalifikacji. Cały mecz został opisany dość delikatnie – na boisku wyglądało to mniej ciekawie, no chyba, że na turniej zjawiły się drużyny, by się ponapierdalać, a nie by pograć w koszykówkę. Pozdrawiamy skład, o którym mowa, a na zakończenie jedna rada na przyszłość – są jakieś spięcia? Wszystko zostaje na boisku. Jeśli nie potrafisz pokazać swej wyższości na nim, nie masz prawa głosu stojąc za linią out’u. A rękę podaje się przeciwnikowi nawet po przegranym meczu.

W półfinale zmierzyliśmy się z drużyną, z której członkami już mieliśmy okazję powalczyć podczas zeszłorocznych turniejów – niestety, zwykle z negatywnym skutkiem. Tym razem było jednak inaczej – naprawdę dobry mecz zarówno w ataku, jak i w obronie pozwolił nam na zwycięstwo 6:5! Świetnie rozegrany mecz z pięcioma punktami Szreda i jednym dołożonym przez Kacpra plus dobre zasłony, skuteczne krycie przeciwnika oraz jeden mocny blok Kacpra pozwolił nam na grę w finale. Ps. w jednej z akcji – Szred. Boom. Anklebreaker :).

W finale jak to w finale – gramy o wszystko, dlatego nie narzekaliśmy na zmęczenie, tylko zagraliśmy na maksimum naszych możliwości. Ten “maksimum” jednak i tak był mocno ograniczony przez wyżej wymienione zmęczenie ;). Mecz nie był efektowny, nie był nawet zbyt agresywny, ale ze względu na to, że to BYŁ FINAŁ – emocje wisiały w powietrzu. Był to najspokojniejszy, a zarazem najmądrzej zagrany mecz z naszej strony na turnieju. Piłka chodziła cały czas, przez wszystkich trzech graczy Harlemu, aby zdekoncentrować przeciwników w obronie. Pierwsza trójka Szreda, która nie wpadła, ale dwa punkty i tak zostały zaliczone – faul przy rzucie, dwa osobiste. Później jeszcze jeden faul dla Kacpra i jeden (trafiony) rzut osobisty. Przeciwnicy również zdobyli dwa punkty z osobistych po faulu. 3:2 dla nas, gra na czas, piłka wędruje od gracza do gracza i w pewnym momencie Kacper znajduje się sam pod koszem – zupełnie sam! Wszyscy trzej gracze, podenerwowani naszą grą, znaleźli się w okolicach linii rzutów za 3pkt, zapominając kompletnie o obronie, co od razu wykorzystał Szred na szybkie podanie pod kosz. 4:2 dla nas, pudło przeciwników, piłka znów wędruje, koniec meczu, Harlem 77 Opole wygrywa turniej w Prudniku. Przepraszamy, że graliśmy tak nudnie, ale byliśmy zjebani.

Chłopaki i dziewczyny, dziękujemy, że byliście tam z nami, kibicowaliście, filmowałyście (pozdrowienia dla Beaty), pilnowałyście toreb (pozdrowienia dla Agaty), a samym organizatorom za turniej. Pozdrowienia także dla fajnej Sandry, która była z nami duchem.
Spis wyników turnieju na portalu nasz-basket (prudnicki portal koszykarski)
Następny turniej gramy w niedzielę, 10 maja – w Opolu! Nie wiadomo, czy turniej odbędzie się na asfalcie za Politechniką i traktory przywiozą tam kosze – czy może zagramy normalnie na kompleksie tartanowych boisk na ZWM – ale i tak zapraszamy. Gra się od 12.00.
